niedziela, 15 marca 2015

"Obietnica Łucji" Dorota Gąsiorowska - recenzja



Do lektury utworu debiutującej autorki najbardziej przekonała mnie urocza, słodka okładka, zapowiadająca swojski klimat utworu. I nie przeliczyłam się, choć tytułowa Łucja w żadnym stopniu nie przypomina łagodnej, eterycznej dziewczyny z pierwszej strony. Wręcz przeciwnie, to skrzywdzona przez życie kobieta, która wyrusza w podróż, ucieka – by odszukać siebie i pogodzić się z blokującą ją emocjonalnie przeszłością.



Ale po kolei. 

„Obietnica Łucji” Doroty Gąsiorowskiej to idealna pozycja na wieczorne chwile relaksu przy dobrej herbacie. Po ciężkim dniu w pracy miło jest oderwać się od codziennych problemów i wraz z bohaterką przenieść się do cudownego, swojskiego Różanego Gaju, by móc poznawać kolejne losy Łucji. Jest to dojrzała kobieta, która postanawia porzucić swoje dotychczasowe nieszczęśliwe, luksusowe życie w mieście i zamieszkać w zapomnianej przez Polskę wiosce na skraju ojczyzny Mickiewicza i Tuwima. Wraz z bohaterką odkryjemy uroki wiejskiego życia, zobaczymy jak nauczycielka poradzi sobie w kontaktach z dziećmi a także zaobserwujemy w jaki sposób budzi się miłość, ta najprawdziwsza, szczera, rodzicielska. Losy Łucji zaprowadzą czytelnika także do magicznego dworku, który również skrywa swoją tajemnicę. Któż odmówiłby dokładniejszego poznania losów pani Lukrecji? Zatem czy bohaterce uda się odkryć losy pałacyku? Jak poradzi sobie w obliczu śmierci przyjaciółki? I co najważniejsze, czy dotrzyma złożonej obietnicy?

Lekturę czyta się z wielką łatwością, z ochotą wracałam do Różanego Gaju by sprawdzić co czeka główne bohaterki. Zresztą znów chętnie bym tam wróciła, tym razem by odkryć losy pani Lukrecji i jej fortepianu. Niesamowita historia, z pewnością godna poznania.

Jedyne, co bardzo mi przeszkadzało, to przesłodzona (i to mocno!) wizja nauczycielki w szkole. Wiem, to zboczenie zawodowe, ale szkolne realia, nawet w tak małej miejscowości na krańcu Polski, nie bywają nawet bliskie do tych ukazanych w powieści. Dyrekcja, która piecze ciasto waniliowe z rodzynkami dla swoich nauczycieli? Serio?? Tyle wolnego czasu po lekcjach? Zero przygotowania do zajęć? Nawet mimo długiej przerwy bohaterki w nauczaniu? Pomijając już nawet wszystkie reformy, to choćby podstawa programowa zmieniła się diametralnie, a Łucja praktycznie „z marszu” wkroczyła do sali i zaczęła uczyć, bo „coś tam pamiętała z czasów studiów”. Mało to życiowe. Zero rad pedagogicznych w wakacje, zebrań z rodzicami czy kłopotów z dyscypliną na lekcji – słabo. Wiem, czepiam się, ale ten wątek przedstawiony został bardzo nieudolnie. Rzuca się w oczy, że autorka nie ma pojęcia o szkolnych realiach. Moim zdaniem bohaterka bardziej pasowałaby w swojej roli na opiekunkę czy sprzedawczynię niż na nauczycielkę.

To jednak drobiazg w porównaniu do całości tekstu. Dorota Gąsiorowska zadebiutowała w rewelacyjnym stylu. Mamy tu wszystko by z niecierpliwością oczekiwać na kolejną pozycję autorki – na pewno będę musiała ją mieć! Może Łucja zrezygnuje z bycia nauczycielką i zajmie się promocją pałacu, którego historię poznamy? Oby!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz